Gdzie te smoki czyli „Zakon Drzewa Pomarańczy. Tom 2”

28 września 2019

Normalnie nie czytam książek z gatunku fantastyki, ale dla Zakonu Drzewa Pomarańczy. Tom 2 zrobiłam wyjątek. Byłam po prostu ciekawa, czy druga część książki jest tak samo interesująca, jak ta pierwsza. Autorka książki – Samantha Shannon – jest młodą pisarką, dopiero co zaczyna swoją karierę, a ma już na koncie dwie naprawdę niezłe pozycje fantasy. Czym urzekł mnie „Zakon Drzewa Pomarańczy”? Dlaczego tak chętnie sięgnęłam po tę książkę? 

Jak pokonać Bezimiennego? 

Na początku książki czytelnik od razu trafia do samego środka konkretnej fabuły, nie ma zbędnych wstępów, co przy tak długiej książce jest rzadko spotykane. Jest to z jednej strony zaleta, bo nie ma żadnych niepotrzebnych opisów, a z drugiej strony na początku trudno jest połapać się w mnogości wątków i bohaterów. Jednak po pewnym czasie, z każdą stroną, wszystko staje się coraz bardziej jasne i zrozumiałe. Podstawą tej książki są dwie legendy, które autorka na swój sposób ubarwia i dostosowuje. Poznanie tych legend jest potrzebne do tego, aby pokonać pradawne zło. 

Bohaterowie książki są bardzo dobrze przedstawieni, są dopracowani w każdym calu. Nie są nudni, a to już bardzo dużo. Książkę czyta się bardzo dobrze i dość szybko jak na około 700 stron. Wynika to z dopracowania wielu szczegółów, z przemyślanej fabuły. To wszystko tworzy bardzo dobrą, złożoną całość. Jeśli lubisz książki z pogranicza romansu fantasy z dodatkiem poważniejszych treści, to „Zakon Drzewa Pomarańczy” jest właśnie dla Ciebie. Musisz tę książkę koniecznie przeczytać. Jest to książka raczej dla młodszych osób, ale myślę, że te starsze także będą zadowolone po przeczytaniu książki. 

Czy wszystko w książce zachwyca? 

Książka ma potencjał, ale nie wszystko mi się w niej podobało. Miała także pewne minusy, które jednak nie przeszkodziły mi w dotarciu do końca tej historii. Moim zdaniem nie był potrzebny wątek LGBT, którego wprowadzenie do książki nie miało większego celu. Nic nie wnosiło do całej treści i historii przedstawionej przez autorkę. Z pewnością ten wątek został dodany jedynie ze względu na wszechobecną poprawność polityczną, która dotarła już także do literatury. Kolejną rzeczą, jakiej mi zabrakło to smoki…miało ich być tyle w książce, takie były zapowiedzi, a faktycznie niewiele się działo w tej kwestii. 

Podsumowując, mam dość mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Ogólnie jest to dobra powieść, napisana poprawnie, ciekawie. Jednak przemierzając kolejne strony książki, ciągle miałam w tyle głowy myśl, że czegoś mi tam brakuje, że to nie do końca to, czego oczekiwałam. Czyżby nastąpiło klasyczne zderzenie oczekiwań z rzeczywistością? Sami się przekonajcie i przeczytajcie książkę.